Fundacja Europejskiej Kultury Prawnej

HISTORIA I TEORIA PRAWA

PRAWO PUBLICZNE

PRAWO PRYWATNE

PODZIAŁ WEDŁUG PAŃSTW

Category Archives: Wielka Brytania

Co z tym Senatem?

Co z tym Senatem?

Na temat oceny funkcjonowania i ewentualnej reformy instytucji Senatu wylano już morze atramentu, a i kolejne morze już na wylanie czeka. Ten efekt porozumień z okresu początku transformacji ustrojowej od samego początku swojego istnienia stanowił przedmiot licznych kontrowersji. Wielu uznaje, iż we współczesnej rzeczywistości ustrojowej należałoby jego sposób funkcjonowania mniej lub bardziej zmodyfikować, inni – że jest on po prostu zbędny. Jeżeli uzna się, że ma jednak istnieć, koniecznym staje się odpowiedzenie sobie na pytanie, jaką powinien przybrać formę, i przytoczyć niektóre z nich.

Na potrzeby tekstu uznać należy, iż termin „Senat” odnosi się do izby parlamentu – tej, która pełni funkcje niejako drugoplanowe w stosunku do innej. Nie musi to, rzecz ważna, znaczyć, że drugorzędną, albo iż jest organem innej izbie podporządkowanym. Z reguły członkostwa w nim nie można łączyć z członkostwem w „podstawowej” z izb, choć nic nie stoi na przeszkodzie częstokroć, aby senator pełnił funkcję członka rządu. Senat jest słowem pochodzenia łacińskiego, i oznaczał rzecz jasna jeden z organów sprawowania władzy w starożytnym Rzymie, i to już od czasów królewskich. W rzeczywistości jednak uznanie rzymskiego państwa za wynalazcę tej formy ustrojowej byłoby pominięciem istoty sprawy; rady monarsze (a właśnie z takich instytucji Senat wyewoluował) są instytucją o wiele bardziej wiekową, od dawien dawna bowiem w już najdawniejszych organizmach państwowych istniały ciała, których główną rolą było doradzanie władcy w podejmowaniu decyzji politycznych (kompetencje stanowienia doszły później). Zrzeszały najstarszych męskich członków społeczności, co wynikało z osobliwie rozumianego pragmatyzmu: najstarsi są zarazem z założenia najbardziej doświadczonymi, najwięcej bowiem „oglądali ten świat”,  w związku z czym ich opinia może być szczególnie cenna, gdyż doświadczenie owo daje swoistą rękojmię jej pożyteczności. W owym czasie sformułowanie to miało jeszcze pewien sens – świat zmieniał się bardzo wolno, a już na pewno w porównaniu ze współczesną sytuacją cywilizacyjną, gdzie wręcz niepodobna czasami, by jedynie na radzie starszych członków społeczności polegać, gdy nie rozumieją oni chociażby nowych technologii i wpływu, jakie te mają na życie współczesne. Z tego względu lepszym do zastosowania określeniem będzie „druga izba”, jakkolwiek niepełne czy nietrafne może się ono wydawać.

Tego typu instytucja w wersji zmodyfikowanej (jako zrzeszająca „najlepszych”) jest obecna w Wielkiej Brytanii jako Izba Lordów, i choć kwestie jej składu przeszły daleko idące reformy (ostatnio za rządów Partii Pracy po koniec lat 90. ubiegłego wieku), to jednak dalej jest to zgromadzenie osobistości „utytułowanych”, do której przynależność nie jest pochodną aktu wyborczego, ale wywodzi się z nominacji.

Druga z istniejących współcześnie koncepcja istnienia drugiej izby parlamentu też ma coś wspólnego z antycznym pierwowzorem. Zasadza się na tym, iż członkami są (choć nie zawsze wyłącznie) osoby, które niegdyś pełniły ważne stanowiska w administracji państwa. To między innymi ma miejsce we Włoszech, gdzie w drugiej izbie zasiadają chociażby byli prezydenci. Również i tutaj chodzi o to, ażeby w jakiś pożyteczny sposób wykorzystać doświadczenie byłych najwyższych urzędników administracji dla dobra państwa.

 Zupełnie odmiennie ukształtowana jest pozycja ustrojowa „drugiej izby” w państwach, takich jak Stany Zjednoczone i Niemcy. W tamtejszych, odpowiednio, Senacie i Radzie Federalnej zasiadają reprezentanci regionów. Oba bowiem z wymienionych to państwa federacyjne. Celem takiego a nie innego ukształtowania w nich „drugich izb” jest zapewnienie regionom odpowiedniego poziomu wpływania na politykę całości państwa. Gdy chodzi o Senat USA, twórcy ustroju wprost założyli, iż o będzie on przeciwwagą dla Izby Reprezentantów, której liczba członków uzależniona będzie od ludności poszczególnych stanów, podczas gdy Senat właśnie składać się będzie zawsze z dwóch członków z każdego z nich. W tym więc przypadku swoistą legitymizacją istnienia „drugiej izby” jest chęć zabezpieczenia interesów regionów w państwach o silnych tradycjach odśrodkowych, takich, gdzie poszczególne jego części w poprzednich epokach historycznych cieszyły się dość dużym zakresem niezależności, często wręcz niezależnością całkowitą.

Dość popularna stała się modyfikacja wyżej omówionego pomysłu, w myśl której członkami „drugiej izby” są, poza przedstawicielami samorządu lokalnego, działacze związków zawodowych, organizacji pracodawców, czy przedstawiciele wolnych zawodów. Tak zarysowana izba ma stać się „pasem transmisyjnym” reprezentantów prawie całego narodu – bo prawie każdy świadczy pracę w jakimś charakterze, lub jej świadczenie umożliwia – w zakresie działania parlamentu.

Tytułem ciekawostki wspomnieć można uregulowania norweskie, w myśl których (a obowiązuje tam jeszcze Konstytucja z końca wojen napoleońskich) wyłonieni w wyborach powszechnych członkowie parlamentu dopiero dzielą się na obsadę jednej z dwóch, przewidzianych w ustawie zasadniczej izb. Jest to ustrojowa osobliwość, która jednak nie ściągnęła na siebie w tym państwie kontrowersji – a przynajmniej nie tak dużych, ażeby przez równo 200 lat obowiązywania ustawy zasadniczej dokonano jej zmiany w tym zakresie.

Jak zaś przedstawia się na tym tle polski Senat? To, co razi w przypadku jego pozycji ustrojowej jako rzecz podstawowa, źródło problemów konstytucyjnoprawnych, to brak jasno zarysowanej koncepcji Senatu. Restytuowany w roku 1989 na mocy umowy „Okrągłego Stołu” miał być z założenia elementem dość specyficznej i kruchej równowagi ustrojowej. Cały układ jednak dość szybko się rozpadł, już 2 lata później bowiem nie było ani kontraktowego parlamentu, ani Prezydenta, nie mówiąc już o większości rządowej, która zmieniła się najszybciej. Tymczasem Senat od ćwierćwiecza wybierany jest w dokładnie ten sam sposób i składa się z dokładnie tej samej liczby członków. Po co taki Senat w obecnej rzeczywistości ustrojowej? Obrońcy tej instytucji argumentują, że ma on charakter „izby refleksji”, służy do naprawiania legislacyjnych błędów Sejmu. Inni podnieść mogą, że w odróżnieniu od Sejmu właśnie Senat jest tą izbą, do której kandydować mogą osoby nie będące związane z żadną ze zorganizowanych sił politycznych, a więc stanowić czynnik prawdziwie obywatelski. Inni domagają się reformy Senatu, wskazując, iż można przekształcić go w „izbę samorządową”. Co stanie się z polską „drugą izbą” – czas pokaże, ale pewnym być można, że dyskusji i emocji w nich nie zabraknie.

Michał Zieliński

Pozostaw komentarz

Skorupka jajka a odpowiedzialność deliktowa w systemach common law

Skorupka jajka a odpowiedzialność deliktowa w systemach common law

Pomiędzy dwoma mężczyznami dochodzi do kłótni w restauracji. Jeden z nich opuszcza lokal, jednak za chwilę zostaje dogoniony przez drugiego, który uderza go w głowę. Poszkodowany ginie na miejscu, mimo że uderzenie nie było silne. W trakcie sekcji zwłok okazuje się, że choć poszkodowany wyglądał zupełnie normalnie, to jego czaszka była niezwykle cienka. Jak skorupka jajka.

Powyższy, nieco akademicki, przykład obrazuje jedną z podstawowych zasad odpowiedzialności deliktowej istniejącą w systemach common law czyli tzw. egg-shell skull rule.

Wprowadza ona odpowiedzialność sprawcy deliktu nie tylko za zwykłe następstwa jego działania, ale także za niespodziewane i atypowe konsekwencje popełnionego przez niego czynu zabronionego, które wynikają najczęściej z choroby, na którą cierpiał poszkodowany przez zdarzeniem powodującym szkodę.

Odpowiedzialność za szkodę wynikającą z takich następstw sprawca ponosi bez względu na to czy chciał swoim działaniem wywołać tak poważne konsekwencje oraz bez względu na to czy mógł on je przewidzieć. Zasada ta nie będzie jednak mieć zastosowania w odniesieniu do szkody, która jest wynikiem działania lub zaniechania poszkodowanego.

Podstawowym kryterium określenia wysokości odszkodowania jest w takim wypadku pełna wysokość konkretnej szkody, którą w odniósł poszkodowany, a której ciężar naprawienia –  zgodnie z zasadą sprawiedliwości – winien obciążać w pełnej wysokości sprawcę.  Choć podobne zasady ogólne kształtują reżim odpowiedzialności deliktowej także w krajach Europy kontynentalnej, to w praktyce doznają one ograniczeń, które uniemożliwiają osiąganie przez skarżących niezwykle wysokich odszkodowań, o których słyszymy na gruncie prawa amerykańskiego.

Przykładem przepisów, które wpływają na ograniczenie wysokości odszkodowań w prawie polskim będzie bez wątpienia klauzula zasad współżycia społecznego wynikająca z art. 5 k.c. , której konsekwencją jest uregulowana w art. 440 k.c. zasada miarkowania wysokości odszkodowania w przypadku wyrządzenia szkody działaniem osoby fizycznej, z uwagi na – jej bądź sprawcy – sytuację majątkową.

Powyższa doktryna znalazła zastosowanie nie tylko w przypadku deliktów wynikających z umyślnego działania sprawcy, ale także w przypadku tych, które były konsekwencją poważnego zaniedbania z jego strony. Klasycznym przykładem sprawy,  gdy odpowiedzialność na podstawie tego surowego reżimu będzie wynikać z zaniechania sprawcy jest sprawa, u której podstaw leżała niedbała naprawa roweru przez mechanika. Dziecko jechało rowerem, który w trakcie jazdy zwyczajnie się rozpadł. W wyniku tego zdarzenia dziecko upadło i zadrapało kolano. Te niegroźne obrażenia miały poważne konsekwencje – dziecko cierpiało bowiem na hemofilię, co wywołało utratę krwi w rozmiarze zagrażającym życiu. Koszty leczenia dziecka i jego hospitalizacji musiał ponieść niedbały mechanik.

Analogiczne zastosowanie powyższa doktryna odnalazła także w anglosaskim prawie karnym, co może dziwić karnistów wywodzących się z systemów prawa cywilnego, gdzie powszechnie uznaje się prymat teorii adekwatnego związku przyczynowego, który statuuje odpowiedzialność karną jedynie za typowe następstwa działania sprawcy.  

Wprowadzenie zasady odpowiedzialności za nadzwyczajne skutki działania jest niezgodne z poglądami nie tylko europejskich karnistów, ale także części prawników praktykujących w systemach common law. Doktryna ta jest w dalszym ciągu akceptowana przed anglosaskimi sądami, jednak w dobie silnego nurtu prawnego głoszącego potrzebę ograniczania odpowiedzialności do typowych skutków zachowań poszczególnych podmiotów to jest ona też dość powszechnie krytykowana jako zbyt daleko idąca. Została przez to określona przez Garego Bahra i Bruce Grahama jako „jeden z kilku niezmiennych elementów pozostałych z archaicznego porządku prawnego”. Doktryna ta znajduje swoich przeciwników szczególnie w nurcie ekonomicznej analizy prawa. Wskazują oni na niesprawiedliwe nałożenie ciężaru odpowiedzialności za szkodę jedynie na sprawcę lub gwaranta także w przypadku, gdy schorzenie, którego istnienie u poszkodowanego spowodowało wyższą szkodę mogło być zdiagnozowane lub wyleczone wcześniej, co nie miało miejsca z uwagi na zaniedbania leżące po stronie poszkodowanego (np. polegające na zaniechaniu dokonywania okresowych badań diagnostycznych). Postulują oni w przypadkach wystąpienia atypowych konsekwencji czynów zabronionych limitowanie odpowiedzialności sprawcy do konsekwencji typowych. Odpowiedzialność tę suplementować ma odpowiedzialność ubezpieczyciela za konsekwencje niedające się przewidzieć.

Ten głos jest o tyle ważny,  iż w ostatnich latach rozszerzono zakres zastosowania tej zasady także na szkody psychiczne oraz ekonomiczne wynikające z czynu zabronionego. Przykładem pierwszej z tych sytuacji jest wypadek samochodowy, którego skutkiem jest trwałe kalectwo poszkodowanego. Przedstawiciele ustawowi poszkodowanego wytoczyli sprawcy proces, gdyż wypadek zainicjował daleko idące zmiany w psychice poszkodowanego, które w konsekwencji doprowadziły do rozwinięcia się u niego choroby psychicznej. Sąd uznał odpowiedzialność sprawcy za szkody w zdrowiu psychicznym poszkodowanego. Terminem szkód ekonomicznych, za które zgodnie z doktryną egg-shell skull odpowiadać będzie sprawca są takie straty w majątku poszkodowanego, których powstanie nie jest typowym skutkiem jego działania, jednak będzie on za nie odpowiadał wyniku popełnienia czynu zabronionego umyślnie lub na skutek rażącego niedbalstwa. Za klasyczny przykład takiej odpowiedzialności w prawie amerykańskim uznaje się przypadek, gdy samochód zaparkowany przed motelem stoczył się na część instalacji klimatyzatora znajdującą się na zewnątrz budynku. To zdarzenie doprowadziło do przerwania przewodu gazowego, a w konsekwencji do wybuchu i uszkodzenia budynku, za co odpowiedzialność poniósł kierowca samochodu.

 Choć doktryna egg-shell skull jest powszechnie akceptowana i już od ponad 100 lat kształtuje odpowiedzialność deliktową zarówno w Zjednoczonym Królestwie, jak i w USA wciąż zasadniczym problemem pozostaje granica tej odpowiedzialności. W mediach podaje się przykład próby zastosowania tej doktryny wobec stron internetowych zawierających porady dla anorektyków i samobójców. Niewątpliwie pomysłowi amerykańscy prawnicy znajdą możliwość zastosowania jej w stanach prawnych, gdzie relacja między domniemanym działaniem sprawcy a faktyczną szkodą ma jeszcze bardziej efemeryczny i pośredni charakter. Należy sobie jednak zadać pytanie czy ochrona poszkodowanego przez nadzwyczajną nawet szkodą uzasadnia absolutyzowanie zasady odpowiedzialności do tego stopnia.

Mateusz Szymura

 

1. Gary L. Bahr, Bruce N. Graham, The Thin Skull Plaintiff Concept: Evasive or Persuasive, [w] Los Angeles Law Review 409, 418 (1982)

2. William Statsky, Essentials of Torts: Personal Injury Litigation, 3ed Cengage Learning 2012

3. Michael Faure, Tort Law and Economics, Edward Elgar Publishing 2009

4. Steve P. Calandrillo, Dustin E. Buehler, Eggshell Economics: A Revolutionary Approach to the Eggshell Plaintiff rule, [w] Ohio State Law Journal 376 (2008)

Pozostaw komentarz