Fundacja Europejskiej Kultury Prawnej

HISTORIA I TEORIA PRAWA

PRAWO PUBLICZNE

PRAWO PRYWATNE

PODZIAŁ WEDŁUG PAŃSTW

Category Archives: HISTORIA I TEORIA PRAWA

Spotkanie z Profesorem  Heinz’em Bartą

Spotkanie z Profesorem Heinz’em Bartą

Chcielibyśmy z przyjemnością ogłosić, iż w nadchodzącą środę (26 października) na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego będziemy gościć Prof. Heinza Barta z Uniwersytetu z Innsbrucku.

Profesor jest specjalistą w zakresie prawa cywilnego i historii nauk antycznych. Jest autorem licznych podręczników cywilistycznych, lecz aktualnie prowadzi na swej uczelni zajęcia, mające za zadanie pogłębienie znajomości z prawa rzymskiego.

Sławę przyniosło Profesorowi, również szcześciotomowe dzieło „Greca Non Leguntur? O korzeniach europejskiego prawa w antycznej Grecji”, w którym stawia kontrowersyjną tezę dotyczącą historii prawa europejskiego, sięgając do źródeł, które były pomijane a nawet ignorowane przez innych badaczy.

Prof. Heinz Barta wygłosi na naszym Wydziale dwa wykłady. Pierwszy z nich odbędzie się o godzinie 13:00 w sali Rady Wydziału w budynku A i będzie dotyczył powstania państwowości na przykładzie Grecji („Staatsentstehung – Beispiel Griechenland „). Drugi wykład pt. „Wczesne koncepcje państwowości i sprawiedliwości – egipska Ma’at i solońska Eunomia” (Frühe Staats- und Gerechtigkeitskonzepte: Ägyptische Ma‘at und Solons Eunomia) zostanie wygłoszony o godzinie 19:00 w sali 505 w budynku B.

Wstęp na wszystkie wykłady jest wolny. Będą one tłumaczone z języka niemieckiego, lecz dyskusja nad przedstawioną problematyką, do której dołączenia zapraszamy, odbędzie się w języku angielskim.

Po wiecęj informacji o naszym Gościu zapraszamy na stronę Uniwersytetu w Innsbrucku:  https://www.uibk.ac.at/zivilrecht/team/barta/

oraz na stronę wydarzenia na Facebook’u:

https://www.facebook.com/events/1664600220498447/permalink/1664612380497231/

Pozostaw komentarz

Rozważania o szkole historyczno-prawnej z dr Christopherem Mecke

Rozważania o szkole historyczno-prawnej z dr Christopherem Mecke

Na kolejne w tym roku spotkaniu (9 marca) KN Europejskiej Kultury Prawnej miało przyjemność gościć dr Christopha Erika Mecke z Leibniz Universitaet Hannover, który zajmująco opowiedział nam o niemieckiej szkole historyczno-prawnej, ze szczególnym uwzględnieniem ówczesnej nauki prawa na ziemiach polskich.

W swoim wystąpieniu dr Mecke omówił główne założenia i postulaty niemieckiej szkoły historycznej. Dzięki wnikliwej analizie twórczości jej najznamienitszych przedstawicieli, którymi byli Friedrich Carl von Savigny, Georg Puchta oraz Gustaw von Hugo, nasz gość, pokazał w jaki sposób ujmowano genezę prawa jak i postrzegano jego dalszy rozwój.

Jednym z kluczowych założeń, wg Savigny’ego było bowiem, kształtowanie się prawa w procesie historycznym, irracjonalnym, który musi być równocześnie zgodny z Volksgeist czyli duchem narodu. W dalszej kolejności doktor Mecke zaprezentował jak istotny wpływ miała szkoła historyczna na ówczesną doktrynę prawa w Europie, w tym także i w Polsce. Tak szeroko ujęta problematyka, pozwoliła nam lepie zrozumieć istotę omawianego zagadnienia.

Po pierwszej części spotkania, jaką było wystąpienie gościa, płynnie przeszliśmy do ożywionej dyskusji. Liczne pytania i dygresje uczestników spotkania, świadczą niewątpliwie o złożoności i wieloaspektowości prezentowanej tematyki. Całe spotkanie trwało blisko dwie godziny i zakończyło się tradycyjnie licznymi puentami zarówno Doktora jak i uczestników, które stanowią esencję każdego z naszych spotkań.

Pozostaw komentarz

Spotkanie 24.02.2016 r. – Poglądy Immanuela Kanta o prawie cywilnym na tle jego systemu filozoficznego

Spotkanie 24.02.2016 r. – Poglądy Immanuela Kanta o prawie cywilnym na tle jego systemu filozoficznego

Kolejnym gościem KN EKP był doktor Piotr Szymaniec, który zainteresowania naukowe i badawcze koncentrują się przede wszystkim na historii i ewolucji myśli polityczno-prawnej. Spotkanie, które odbyło się 25 lutego 2016 roku, dotyczyło poglądów Immanuela Kanta na prawo cywilne na tle systemu filozoficznego tego myśliciela.

W swoim wystąpieniu dr Szymaniec wyjaśnił najpierw jak Kant rozumiał  pojęcie wolności. Następnie pokazał, w jaki sposób ta abstrakcyjna idea wpływa według myśliciela na funkcjonowanie systemu prawa cywilnego. Gość w sposób szczególny skupił się na pojmowaniu instytucji własności oraz jej aksjologii.

Od rozważań Doktora płynnie przeszliśmy do ożywionej dyskusji, uaktywnili się przede wszystkim obecni na spotkaniu pracownicy naukowi. Liczne dygresje dotyczące filozofii i historii doktryn prawnych pokazały, jak obszerna to materia, dały nam szeroką bazę komparatystyczną, oraz zaowocowały postulatami zacieśnienia współpracy z dr Szymańcem w ramach prac Koła.

Gość poruszył tematykę bez wątpienia skomplikowaną, lecz z całą pewnością jego przemyślenia i dogłębna analiza zagadnienia stanowiły ogromną wartość dla wszystkich obecnych na nim studentów.

Alicja Limburska

Pozostaw komentarz

100 dni litewskiego królestwa

100 dni litewskiego królestwa

Mało znany epizodem w dziejach naszego północno-wschodniego sąsiada – Litwy – jest próba utworzenia w czasie I Wojny Światowej monarchii. Nie był to jednak kolejny wyraz starań o odtworzenie wielonarodowego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Miało być to Królestwo Litwy, rozumianej jako państwo etnicznie litewskie. Przypomnieć należy, że w 1917 roku całe terytorium Litwy znajdowało się pod zarządem niemieckich sił okupacyjnych. Niemieckie kręgi polityczne planowały przyłączenie terenów Litwy do Rzeszy.

Zamiar ten w sytuacji wojennej nie mógł być jednak wyraźnie ujawniany. Niemcy zdecydowali się zachować pozory i utworzyć na terenie Litwy tzw. Radę Litewską (Lietuvos Taryba) – organ przedstawicielski reprezentujący Litwinów w kontaktach z Niemcami. Na jej przewodniczącego wybrano Antanasa Smetonę. Taryba została przez Niemców zmuszona do zawarcia umowy, zgodnie z którą Litwini zgodziliby się na ,,ścisły i stały sojusz” z II Rzeszą oraz oddanie do jej kompetencji m. in. spraw celnych, wojskowych i walutowych. W zamian Litwa miała uzyskać uznanie na arenie międzynarodowej. Wydana 11 grudnia 1917 r. pierwsza litewska deklaracja niepodległości nie przyniosła jednak rezultatu mimo zapewnień o związkach tego kraju z Cesarstwem.

 

Sytuacja w naturalny sposób nie odpowiadała kołom litewskim. Wobec rosyjskiej porażki, odległości Ententy oraz małej nośności sprawy litewskiej na arenie międzynarodowej, politycznie jedynym rozwiązaniem pozostawał związek z Niemcami. Jednocześnie Litwini dopatrywali się możliwości maksymalnego rozluźnienia tego związku a przede wszystkim – nie dopuszczenia do aneksji Litwy. W tym właśnie okresie narodził się pomysł powołania na tron w Wilnie niemieckiego króla – przeciw takiemu władcy Niemcom ciężko byłoby protestować.

Nadmienić należy, że wśród litewskich działaczy sympatie monarchistyczne były raczej rzadkie. Co prawda w 1915 roku w Kownie grupa działaczy katolickich z ks. Salaimonasem Banaitisem na czele opublikowała dokument pod nazwą ,,Akt konfederacji Wielkiego Księstwa Litewskiego” wraz z projektem konstytucji, która zakładała istnienie monarchii na czele z Wielkim Księciem wywodzącym się z jednego ze starych litewskich rodów. Dynastia zostałaby wybrana w głosowaniu powszechnym. Pewne sympatie monarchistyczne można było także znaleźć w środowiskach litewskiej emigracji. Zasadniczo ruch litewski miał jednak republikańskie oblicze. Decyzja Litwinów była więc podyktowana głównie bieżącą koniunkturą polityczną.

Wymóg chwili wymagał wskazania odpowiedniej dynastii. Litwini nie chcieli na swoim tronie pruskiego Hohenzollerna z uwagi na jego wyznanie tej dynastii (protestantyzm) oraz ze względu na obawę przed faktyczną aneksją Litwy przez Prusy. W tym względzie Litwini mogli liczyć na pomoc niemieckiej opozycji – również władcy Bawarii oraz Saksonii nie życzyli sobie dalszego wzrostu potęgi Hohenzollernów. Jednocześnie działacze litewscy wzbraniali się przed czymkolwiek, co mogłoby przypominać o  czasach unii z Polską. Stąd odrzucenie saskiej dynastii Wettynów, która posiadała wywodzące się jeszcze z Konstytucji 3 Maja pretensje do tronu Polski oraz Litwy.  Niektórzy inni kandydaci, np. hiszpański następca tronu Alfons, nie wydawali się mieć zbyt wielkich szans. Wymuszony monarcha miał jak najmniej szkodzić litewskim interesom. W końcu, idąc za sugestią lidera niemieckiej katolickiej Partii Centrum Matthiasa Erzbergera, wybór padł na księcia Wilhelma von Urach.

 

Książę Wilhelm wydawał się być dosyć dobrym kandydatem. Urodzony w 1864 syn księżniczki Monaco i wirtemberskiego księcia większość młodości spędził w pałacach Monte Carlo. Jego życiorys obfitował w burzliwe wydarzenia. Zgodnie z prawem był pretendentem do tronu Monaco, jednak wobec oporu Francuzów musiał zrzec się wszelkich pretensji. W przededniu I Wojny Światowej przymierzano go do tronu Albanii, jednak  przegrał walkę o  tron z księciem Wilhelmem zu Wied. Nie miał też praw do tronu rodzimej Wirtembergii.

Wilhelm odpowiadał wielu oczekiwaniom Litwinów. Po pierwsze – był katolikiem, po drugie – nie miał praw do tronu swej ojczystej Wirtembergii. Oznaczało to, że król Litwy nie będzie zaniedbywał interesu jednego królestwa kosztem drugiego ani nie powstanie niechciana unia personalna. Jego rodzina była ponadto skonfliktowana z panującymi Hohenzollernami. Litwini liczyli więc, że osłabi to ewentualną zależność Litwy od swojego protektora (chociaż sam Wilhelm von Urach niedługo po wyborze wysłał wiernopoddańczy list do cesarza, w którym zapewniał o swojej wierności względem Rzeszy). Wreszcie, nie miał on żadnych związków z Polską, które mogłyby prowadzić do prób połączenia unią obu krajów (chociaż Litwini nie wiedzieli o tym, że kandydatura jednego z synów Wilhelma była rozważana jako kandydatura na króla Polski).

Wobec braku uznania ze strony Niemiec Litwini zdecydowali się na szereg kroków mających na celu umiędzynarodowienie sprawy litewskiej – 16 lutego 1918 po raz kolejny proklamowano niepodległość. Niemcy formalnie uznali ją 23 marca, w praktyce jednak nie zmieniło to ich aneksjonistycznych zamiarów i nie przełożyło się na oddawanie administracji w ręce Litwinów. Niemieckie siły okupacyjne zaczęły działać nawet ostrzej, zamykając np. wileńskie szkoły i nie zaprzestając rekwizycji. W ramach prób obrony przed tą sytuacją, 4 lipca Taryba wydała zapowiedź utworzenia Królestwa Litwy z Wilhelmem von Urach jako Mendogiem II. Wybór został jednak uzależniony od spełnienia przez księcia 12 warunków sformułowanych przez prawnika Martynasa Yčasa oraz działacza litewskiego Juozasa Puricskisa oraz przedstawionych księciu przez Tarybę.

Te swoiste Pacta conventa zawierały m. in.  postulat wprowadzenie monarchii konstytucyjnej czy dwuizbowego parlamentu (składającego się z sejmu oraz Taryby). Król na stanowiska urzędnicze mógł mianować jedynie Litwinów, posługujących się językiem litewskim w mowie oraz piśmie, Król musiał uzyskać zgodę parlamentu na objęcie rządów w innym państwie, miał wraz z całą rodziną zamieszkać na Litwie, a opuszczenie jej terytorium na dłużej niż dwa miesiące w roku wymagało zgody parlamentu.  Wilhelm na początku lipca wyraził zgodę na wszystkie postulaty. 13 Lipca oficjalnie został wybrany królem. Aktu tego nie uznali jednak Niemcy, zakazując ogłaszania informacji o wyborze Wilhelma. Oburzone były też środowiska republikańskie, które uważały wybór niemieckiego władcy za zdradę interesów narodowych – jeszcze przez wiele lat wybór księcia von Urach będzie wykorzystywany przeciwko litewskiej prawicy.  Natychmiast rozpoczęto pracę na projektem konstytucji, która oparta byłaby na wspomnianych postulatach. Rada Litewska przekształciła się samowolnie w Litewską Radę Państwową.

 

Tekst konstytucji powstał w dwóch językach: litewskim oraz niemieckim. Był to obszerny dokument, zawierający 108 artykułów i dosyć szczegółowo regulujący funkcjonowanie państwa. Litwa miała być monarchią ze stolicą w Wilnie, a religią państwową – katolicyzm, (relacje ze Stolicą Apostolską miał określić konkordat).
Jednocześnie art. 7 projektu wyraźnie ograniczał suwerenność państwa. Jak głosił: Litwa jest połączona z Rzeszą Niemiecką więzami przyjaźni. Litwa odczuwa wdzięczność za wyzwolenie po latach rosyjskiego panowania. Potwierdzeniem tej przyjaźni miały być konwencje dotyczące współpracy celnej, handlowej, militarnej oraz monetarnej. Stanowiło to echo zobowiązań litewskich z 1917 roku.

Władza ustawodawcza należeć miała do króla oraz parlamentu składającego się z dwóch Izb: Sejmu (Seimas) oraz Rady (Taryby). Deputowany był przedstawicielem całego narodu i nie był związany wnioskami oraz instrukcjami. Seimas składać się miał z 93 członków wybieranych w powszechnych, bezpośrednich oraz tajnych wyborach. Kadencja Sejmu trwać miała 5 lat. Taryba nie była wybieralna: zasiadać w niej mieli pełnoletni następca tronu oraz inni książęta, którzy ukończyli 30 rok życia, biskupi diecezjalni zarówno rzymskokatoliccy jak i uniccy. Ponadto w jej sład wchodzić mieli Prezes Sądu Najwyższego, dwaj reprezentanci Uniwersytetu Wileńskiego, dwie osoby wskazane przez króla, 24 osoby (w wersji litewskiej jest to 12 osób) wybrane przez sejm (musi mieć jednak kończyć 30 rok życie i przebywać co najmniej 3 lata na Litwie).
Ministrowie mieli być odpowiedzialni przed królem i jednocześnie nie mogli być członkami rodziny królewskiej. Konstytucja niewiele mówiła o rządzie i jego uprawnieniach: wiadomo było, że na czele Rady Ministrów stać miał Prezydent Rady Ministrów.
Oprócz tego w konstytucji zawarte zostały gwarancje niezależnej władzy sądowniczej oraz wiele nowoczesnych norm prawno-finansowych dotyczących budżetu czy zbierania dochodów publicznych na podstawie ustawy.

 

Monarchia litewska mogła przetrwać tylko tak długo jak niemiecka okupacja tego terenu. Porażki na froncie zachodnim oraz rewolucja w Niemczech zaczęły prowadzić do stopniowych ustępstw ze strony Rzeszy. Rząd Litwy wkrótce uznano. Nie miało to już jednak wielkiego znaczenia: wobec upadku Rzeszy, wojska niemieckie zaczęły wycofywać się z Litwy. Taryba 2 listopada 1918 roku anulowała swoją decyzję o przyznaniu korony Wilhelmowi von Urach. Mendog II nigdy nie objął tronu ani nawet nie dojechał na Litwę. Na początku listopada 1918 roku, jeszcze przed kapitulacją w Compiegne, Taryba ogłosiła tymczasową konstytucję – miała ona charakter republikański.

Litewskie królestwo było tworem narzuconym przez okoliczności, ruchem o charakterze czysto politycznym. Monarchizm nie miał oparcia w społeczeństwie litewskim: tym bardziej w oparciu o króla-Niemca. Niemcy byli przez Litwinów uważani za okupantów nie gorszych od Rosjan, należały bowiem do nich tereny tzw. Małej Litwy czyli okręgu Kłajpedy. Pamiętać należy o pewnym ironicznym wydźwięku imienia koronacyjnego króla Mendoga. Jedyny król Litwy – średniowieczny Mendog I – wsławił się bowiem m. in. walkami z zakonem krzyżackim. Niezwykle ciekawym dokumentem jest jednak sama konstytucja napisana w iście ekspresowym tempie i jak na standardy takich projektów – dosyć spójna. Nie wiadomo do końca przez kogo została napisana. Niezależnie od tego, warto pamiętać o tym specyficznym niedoszłym eksponacie litewskiej kultury prawnej.

 

Marcin Jędrysiak

Pozostaw komentarz

O prawniczym pisaniu słów kilka/ A few words about legal writing

O prawniczym pisaniu słów kilka/ A few words about legal writing

Kształcenie prawnika w Stanach Zjednoczonych wygląda zupełnie inaczej niż w systemie opierającym się na prawie pisanym, czyli w Polsce. Amerykański student prawa codziennie rozwija swoje umiejętności: logicznego myślenia, poprawnego i spójnego formułowania myśli i argumentacji. Cały system jest nastawiony na kształcenie praktyczne i rozwój konkretnych umiejętności wymaganych w pracy prawnika. Nikt nie uczy się na pamięć przepisów, wszyscy uczą się jak wykorzystać je w praktyce.

Przedmiot Legal Research and Writing (bądź Legal Drafting) jest obowiązkowy dla studentów amerykańskich law schools zazwyczaj już na pierwszym z trzech lat studiów. Jest to podstawowy kurs, w czasie którego studenci uczą się pisania pism procesowych, opinii oraz sporządzania szeregu innych dokumentów. Nie polega to na streszczaniu studentom treści przepisów procedury cywilnej, ale na bardzo szczegółowym i precyzyjnym szkoleniu z zakresu sporządzania takich pism. Kładzie się przy tym szczególny nacisk to, alby wszystkie myśli były jasne i łatwo zrozumiałe. Akcentuje się również, jak istotne są cele i żądania klienta, jak zidentyfikować i wyeliminować nieścisłości oraz jak uprościć skomplikowane idee i rozwiązania prawne.

Amerykanie wypracowali swój sposób pisania opinii prawnych, zupełnie inny od europejskiego. Prawnicy mają pisać opinie bez tzw. legalizmów, a więc prostym językiem, zrozumiałym dla każdego odbiorcy (klienta). Poza tym mają być to opinie, w których wskazuje się konkretne rozwiązanie dla klienta i popiera je argumentami, niekoniecznie natury prawnej. W Europie pisze się bardzo długie opinie, w których opisuje się skomplikowane problemy prawne. Piszący cytują orzecznictwo, ale prawda jest taka, że klient nie rozumie z tego co drugiego słowa. Amerykanie kształcą więc od samego początku swoich prawników w sztuce pisania memorandum. Studentom pokazywane są przykładowe pisma, następnie dogłębnie analizowane, a jeśli wystąpi taka potrzeba, krytykowane. Studenci są zobowiązani w trakcie kursu do napisaniu kilku ważniejszych dokumentów oraz do wykonania wielu ćwiczeń. Są to między innymi tzw. briefing cases, a więc opracowywanie casów w pewien z góry określony sposób: opisuje się strony, ich żądania, argumentację sądu i rozstrzygnięcie, przy czym to tok rozumowania sądu ma największe znaczenie. Na Harvard Law School takie zajęcia przeprowadzane są w formie tzw. moot courtów, które są symulowanymi postępowaniami sądowymi. Studenci zazwyczaj spędzają pierwszy semestr na poszukiwaniu informacji i pisaniu memorandów, a następny na prezentowaniu ustnych wypowiedzi. Na drugim semestrze każdy student pierwszego roku ma obowiązek wzięcia udziału w First-Year Ames Moot Court Program, w którym w grupach dwuosobowych streszcza się i uzasadnia sprawę przed sądem drugiej instancji. W naszym systemie moot courty nie są wykorzystywane na zajęciach, czasem jednak w takiej formie są organizowane konkursy dla studentów. Możliwy jest również kurs Advanced Legal Research and Writing, którego celem jest poznanie zaawansowanych technik pisarskich. Studenci sporządzają wówczas pisma np. do Sądu Najwyższego.

Studenci uczą się nie tylko pisania, ale i tego jak odnaleźć daną informację w systemach takich jak WESTLAW czy LEXIS. WESTLAW jest jednym z największych internetowych systemów pozwalających na wyszukanie informacji prawnikom w Stanach Zjednoczonych. Zawiera około 40 000 case’ów, prawo pisane stanowe oraz federalne, artykuły z gazet i czasopism, czasopisma prawnicze i publikacje oraz traktaty. Każdemu z takich dokumentów nadany zostaje numer, co pozwala na klasyfikację prawa amerykańskiego. Dzięki zastosowaniu KeyCite użytkownicy mogą sprawdzić czy dany case jest nadal dobrym prawem tzn. czy nie został zmieniony przez kolejne orzeczenie albo ustawę. WESTLAW oferuje również zaawansowane wyszukiwanie dzięki funkcjom CourtExpress czy Find& Print. Aby korzystać z tego systemu konieczne są: wiedza i doświadczenie. Jest to podstawowe narzędzie pracy dla amerykańskich prawników, dlatego też kurs Legal Research jest dla studentów obowiązkowy.

Amerykanie uczą się również jak wyszukać informacje w publicznych rejestrach. Takie rejestry są łatwo dostępne w Internecie i tak np. dla stanu Floryda jest ich 128. Można się z nich dowiedzieć w zasadzie wszystkiego: począwszy od rejestrów urodzeń, zgonów, małżeństw i rozwodów, przez rejestr samochodów, organizacji pożytku publicznego, przedsiębiorstw, posiadaczy broni, ubezpieczeń, instytucji finansowych,  nieruchomości na sprzedaż po rejestr zastawów i rzeczy skradzionych. Na stanowych stronach internetowych znajdują się zazwyczaj odesłania do agencji, które również prowadzą swoje rejestry oraz stanowią prawo. Szybkie i sprawne poruszanie się po tych narzędziach wymaga wprawy, dlatego też studenci korzystają z nich często na zajęciach.

Niektóre law school oferują swoim studentom bardzo zaawansowane i wyspecjalizowane kursy z Legal Writing. Columbus School of Law na Catholic University of America w Washingtonie oferuje m. in kursy pisania z zakresu: umów, legislacji, etapu przesądowego (pre-trial), telekomunikacji, handlu, dla praktyków z zakresu prawa karnego. Ciekawe jest to, że studentów uczy się jak pisać ustawy, czego w Polsce w ogóle się nie praktykuje. Amerykański student jest w stanie napisać umowę, tak aby była ona skuteczna i korzystna dla klienta. Doskonale wie, co powinno być zawarte w klauzuli arbitrażowej. W naszym systemie kształcenia dopiero aplikanci mają dostęp do tego typu wiedzy. Polski student spędza pięć lat na uczeniu się ustaw na pamięć.

Dla studentów L.LM. (studia podyplomowe) oraz J.D. (studia doktoranckie) przedmiot Legal Research and Writing jest również obowiązkowy. Wielu z nich przyjeżdża do Stanów właśnie po to, by posiąść te umiejętności pisarskie, które dla amerykańskich prawników są tak naturalne.

Okazuje się jednak, że nie tylko umiejętności pisarskie są niezbędne w pracy prawnika. Amerykańskich studentów kształci się również w zakresie precyzyjnego i jasnego wypowiadania się przed sądem. Studenci ze swoimi profesorami chodzą na rozprawy do sądów wyższych instancji i słuchają przemówień obecnych tam adwokatów. Następnie na zajęciach analizują takie wypowiedzi, poszukują w nich tych wzorcowych.

W Polsce takie praktyki nie są popularne, co odbija się na dużo niższej jakości pism oraz wypowiedzi przed sądem niż w Stanach Zjednoczonych. Studenci, którzy właśnie ukończyli studia nie mają żadnych umiejętności pisarskich, nie potrafią sami nawet sporządzić najprostszego pisma.

A few words about legal writing.

Legal education in United States looks completely different than in a system based on written law, namely in Poland. An American law student every day develops their skills: logical thinking, formulating correct and coherent thoughts and reasoning. The whole system is focused on practical education and development of determined skills essential for lawyers job. No one memorizes the provisions of codes, everyone learns how to use them in practice.

Legal Research and Writing or Legal Drafting class is mandatory for American law student, including first-year (of three years). This is a basic course, where students learn how to write petitions, legal opinions and other official documents. It does not rest on summarizing students the meaning of the provisions of civil procedure, but on detailed and precise legal writing training. What is particularly emphasized in the classroom is that all the thoughts must be clear and easily understandable. The importance of client’s purposes and demands, how to identify and eliminate inadequacy and how to simplify complex ideas and solutions is also stressed.

The Americans developed their own style of writing legal opinions, completely different from the European one. Lawyers shall write their opinions without so called legaleses, in plain English, understandable for each reader (a client). Besides, in these opinions specific solution for the client shall be intimated and justified by the use of not necessary legal argument. However, Europeans write very long opinions, that contain complex legal problems. They often cite judicial decisions, but the true is that the client does not understand every second word of it. The Americans teach their lawyers from the very beginning how to write a successful memoranda. They show students exemplary writings, which are then carefully analyzed and if needed criticized. Students have to write a few major writings and many in-class workshops. These are so called briefing cases exercises i.e. developing cases in a certain way: indicating the parties, their claims, reasoning of the court and the result, but it is the reasoning which matters the most. Harvard Law School offers this class as moot courts which are simulated court proceedings. Students typically spend a semester researching and writing the memorials, and another semester practicing their oral arguments. In the spring semester, each first-year student is required to participate in the First-Year Ames Moot Court Program as to brief and argue a moot appellate case in a team of two. In our system moot courts are  not used in classrooms, although competitions for students are sometimes organized this way. There is also Advanced Legal Research and Writing class which is devoted to developing advanced writing skills. Students usually learn how to write documents to the Supreme Court.

Students learn not only how to write but also how to find information in online systems like WESTLAW or LEXIS. WESTLAW is one of the primary online legal research services for lawyers in the United States. The resources on WESTLAW include more than 40,000 databases of case law, state and federal statutes, newspaper and magazine articles, law journals, law reviews and treaties. Legal documents on Westlaw are indexed to the key system which enables to classify U.S. law. Other significant Westlaw features is KeyCite, which allows customers to determine whether a case is still good law, or if it was changed by new cases or statues. WESTLAW offers also advanced search devices like CourtExpress or Find&Print. To use this system one needs knowledge and some experience. It is a basic tool for American lawyers and this is why Legal Research classes are mandatory for students.

The Americans learn also how to find information in public records. These records are easily available in the Internet and the State of Florida has 128 of them. You can find there almost every necessary piece of information including: register of births, deaths, marriages and divorces, vehicles, charities, companies, gun holders, insurances, finance institutions, estates for sale, securities and stolen properties. There are usually links on the websites of states to agencies, which also have their own registers and legislation. Again, fast and successful usage of these tools needs knowledge and experience, so students use them frequently in the classroom.

Some law schools offer their students very extensive and specialized legal writing courses. Columbus School of Law at Catholic University of America in Washington D.C. offers also: contract, legislation, pre-trial, telecommunication, transactional drafting and courses for criminal practitioners. Interestingly enough, students are taught how to write statues, what does not happen in Poland at all. An American student can easily draft a contract so as it is successful and beneficial for the client. He knows perfectly well what should be included in an arbitration clause. In our education system only legal trainees have access to this kind of knowledge. A Polish law student usually spends five years on memorizing statues.

Legal Research and Writing class is also mandatory for L.LM. and J.D. students. A part of them wants to study in U.S. mainly to gain these writing skills, which for American lawyers are so natural.

It turns out that not only writing skills are essential for lawyers job. American law students are also taught how to speak clearly and coherently in the courtroom. Students and their professors go to courts of higher instances (usually Courts of Appeal) and listen to speeches of attorneys. Then they analyze these speeches in a classroom and look for exemplary ones.

These practices are not common in Poland and, as a result the quality of legal documents and speeches in courts is much lower than in U.S. Polish graduates possess no writing skills at all. They can’t even write alone basic documents.

Patrycja Cierlak

Pozostaw komentarz

Relacja z wykładu „Ostatnie sto lat prawa spadkowego. O siatce pojęciowej prawa rzymskiego dla praktycznej historii prawa”

Relacja z wykładu „Ostatnie sto lat prawa spadkowego. O siatce pojęciowej prawa rzymskiego dla praktycznej historii prawa”

Dnia 20 października na naszym Uniwersytecie gościliśmy księdza profesora Franciszka Longchamps de Bérier.  Ks. profesor jest uznanym specjalistą z dziedziny prawa rzymskiego, kierownikiem Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ, wykłada na Wydziale Prawa i Administracji UW. Jest także członkiem Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej oraz Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.

W ramach wizyty profesor Longchamps de Bérier wygłosił wykład na temat „Ostatnich stu lat prawa spadkowego. O siatce pojęciowej prawa rzymskiego dla praktycznej historii prawa”.  Wykład dotyczył najważniejszych kwestii związanych z kontynentalnym prawem spadkowym opartym na tradycji prawa rzymskiego oraz podkreślił niezwykle skomplikowaną sytuację całego systemu prawa cywilnego, a prawa spadkowego w szczególności, na terytorium Polski porozbiorowej. Pomimo jednak aż sześciu porządków prawnych, obowiązujących na terytoriach świeżo niepodległej II Rzeczypospolitej, dzięki użyciu siatki pojęciowej prawa rzymskiego możliwe było ujednolicenie prawa ze wszystkich rozbiorów.

IMG_9879Przez cały wykład przeplatała się idea używania prawa rzymskiego nie jako zamierzchłej ciekawostki historycznej, lub równorzędnego systemu prawnego, ale jako niewiarygodnie bogatego źródła poznania prawa. Bez wątpienia niezwykle ciekawy okazał się również wątek chińskiej kodyfikacji prawa cywilnego czerpiącej garściami z dorobku prawa rzymskiego.

Po wykładzie odbyło się seminarium naukowe  z udziałem ks. profesora Longchamps de Bériera, którego tematem były kwestie poruszone w orzeczeniu Hobby Lobby wydanym przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych.

Orzeczenie Hobby Lobby zostało poddane analizie w artykule ks. profesora, opublikowanym w czasopiśmie Forum Prawnicze. Dokładny temat artykułu brzmi: „Polityczny podział wzdłuż linii podziału religijnego? Dwa nowe orzeczenia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych”.

Na seminarium poruszano więc kwestie religijności amerykanów i ich starań o oddzielenie religii od państwa, wpływu polityki i religii na orzecznictwo Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, a nawet samego systemu działania tego sądu. Niewątpliwie jedną z ciekawszych kwestii poruszonych na seminarium była kwestia instytucji sumienia u osób prawnych. Z pozoru absurdalna teza nabiera nowego sensu w świetle wymienionego wyżej wyroku Hobby Lobby.

W największym skrócie chodziło o sytuacje, w której dwie firmy rodzinne, założone przez głęboko wierzących ludzi i zarządzane w całości przez nich, odmówiły płacenia ubezpieczenia na środki wczesnoporonne, gdyż jest to sprzeczne z zasadami ich wiary. Zainteresowanych tematem zapraszam do lektury artykułu.

Iwo Dzięciołowski

Pozostaw komentarz

Kąkol między pszenicą. O pluralizmie politycznym w przedwojennej Polsce słów kilka

Kąkol między pszenicą. O pluralizmie politycznym w przedwojennej Polsce słów kilka

Każde współczesne państwo demokratyczne musi zmierzyć się z pytaniem o to, w jaki sposób poradzić sobie z niebezpieczeństwem niesionym przez radykalne, antydemokratyczne ideologie, nie łamiąc przy tym podstawowej zasady pluralizmu poglądów. Głos w tej dyskusji zabrała niemal 90 lat temu grupa polskich działaczy społecznych.

Byli oni związani z organizacją o nazwie Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Została ona założona w roku 1921 i miała wyraźne lewicowe zabarwienie. Już od początku działalności członkowie Ligi stawiali sobie za cel promowanie wartości demokratycznych i walkę z poddawaniem obywateli odpowiedzialności karnej za przekonania polityczne.

Tymczasem w latach 20. ubiegłego wieku wciąż młode polskie państwo zmagało się z ideami przenikającymi z nadal groźnego Związku Radzieckiego. Trwało więc ściganie polskich członków ruchu komunistycznego, wśród których nie brakowało osób bardzo młodych.

Prowadzący postępowania funkcjonariusze nie przebierali w środkach zarówno w czasie zbierania dowodów (liczne prowokacje), jak i wobec aresztowanych już komunistów, traktując ich często w sposób daleki od demokratycznych standardów.

W ramach sprzeciwu wobec tych praktyk, Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela w 1927 roku skierowała do władz odezwę, w której po pierwsze odcinała się od ideologii komunistycznej, po drugie zaś w imieniu ściganych domagała się m.in. przyspieszenia śledztw, zwiększenia nadzoru nad funkcjonariuszami, zapobiegania odpowiedzialności zbiorowej i łagodniejszego traktowania osób młodych.

Pod apelem podpisało się kilkanaście przedstawicielek i przedstawicieli polskiej inteligencji – głównie znani prawnicy, weterani walk o niepodległość, politycy i literaci (wśród tych ostatnich m.in. Zofia Nałkowska).

Odezwa nie podbiła jednak przestrzeni publicznej. Została skonfiskowana przez Komisariat rządu na miasto Warszawę.

Autor tekstu pt. „Na słońce!” opublikowanego 6 marca 1927 roku w tygodniku „Życie Robotnicze” brał w obronę sygnatariuszy, chwaląc ich postawę, opartą jego zdaniem na szacunku dla rządów prawa pomimo różnic światopoglądowych.

W tekście tym możemy przeczytać:

(…) rząd niejako zaaprobował dotychczasowe metody walki z komunizmem, polegające na mechanicznym jedynie wykorzenianiu sowieckiego posiewu. Wiemy wszak dobrze, iż system ten, polegający na masowym produkowaniu męczenników „sprawy” komunistycznej, zaszczytu nam nie przynosi, a w skutkach nie może się okazać szczęśliwym. Są inne metody walki z komunistami, metody, których potrzebę uzasadniała lewica, a polegające na tym, by głosicieli religii komunistycznej wyprowadzić na światło dzienne i jawnie demaskować.

I dalej:

Pozwólmy działać komunistom jawnie i otwarcie na tym nawet terenie! Czyż agitator komunistyczny, prawiący bajędy o sowieckim dobrobycie, skoro pozbawiony będzie uroku tajemniczego rewolucjonisty, ściganego przez burżuazję, i skoro argumenty jego tuż zaraz odeprzeć można będzie przez wykazanie jego kłamstw – cieszyć się będzie takim powodzeniem jak teraz, gdy opchany sowieckim złotem, osłonięty peleryną „wiecznego rewolucjonisty”, po poddaszach i suterenach jedna wśród bezkrytycznych prostaczków i zapalnej młodzieży zwolenników dla swych obłędnych teorii?…

Wyprowadzenie komunistów na światło dzienne będzie właśnie początkiem ich klęski. Nie znoszą oni bowiem słońca.

Jeśli podążać za intuicjami publicysty „Życia Robotniczego” podpisanego inicjałami W. K., metoda walki o „zdrowy” pluralizm przyjęta przez działaczy stojących za odezwą opierała się na wierze w to, że w dyskursie publicznym jawnie „niesłuszne” ideologie prędzej czy później przepadną. Samo życie publiczne, oparte na przestrzeganiu zasad praworządności, eliminuje idee niedające się pogodzić z demokratycznymi rządami prawa.

Z krótkiej historii odezwy Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela można wysnuć przynajmniej trzy konkluzje. Pierwsza dotyczy dziejów polskich idei politycznych. Otóż, jak podkreślają redaktorzy portalu lewicowo.pl, na którym tekst z „Życia Robotniczego” został po latach ponownie opublikowany, wbrew wielu potocznym opiniom, polski dwudziestowieczny ruch lewicowy często miał charakter wręcz antykomunistyczny. Ponadto możemy zauważyć, że u zarania dwudziestowiecznej polskiej państwowości istniały (dość dobrze zorganizowane) zalążki nowoczesnego, pozarządowego ruchu obrony praw człowieka.

Warto wreszcie zwrócić uwagę na jeden z aspektów całej tej sprawy, który być może wskazuje na pewną swoistą cechę polskiej kultury politycznej. Chodzi o podstawy postulowanego w „Życiu Robotniczym” sposobu działania, według którego poszczególnym ideologiom pozwala się rosnąć wspólnie na społecznej glebie aż do czasu naturalnie nadchodzących żniw (używając metaforyki biblijnej).

Skoro bowiem na przestrzeni dziesiątków lat tak wiele form opresji ze strony najeźdźców i okupantów kończyło się zdecydowanym sprzeciwem zaangażowanej części społeczeństwa, nie dziwi, że sygnatariuszom odezwy mogło towarzyszyć przekonanie, iż na rodzimym gruncie najbujniej rosną ideowe projekty podlewane krwią wiernych wyznawców.

Powszechnie wiadomo, że w społeczeństwach dotkniętych traumą krzywdy wyrządzonej innym narodom (jak np. we współczesnych Niemczech), obawy przed antydemokratycznymi nurtami są silne i mają wyraźne odbicie w prawie, poczynając od konstytucji. Być może jednak tam, gdzie w przeszłości tragedie wywołane były przez zewnętrzne siły, sposób myślenia o obcych ideologiach podszyty jest naturalnym przekonaniem, że przyjmą się one tym łatwiej, im większej opresji podda się ich krzewicieli. Dlatego też przestudiowana w praktyce „logika oporu” może motywować osoby tworzące życie społeczne, by z potencjalnymi zagrożeniami dla systemu zmagać się inną drogą niż ta którą nieraz wręcz „odruchowo” podejmuje aparat państwowy.

Maciej Krogel

Wykorzystane źródła:

http://lewicowo.pl/na-slonce/

http://laurahuta.blogspot.com/2009/02/odezwa-ligi-obrony-praw-czowieka-i.html

http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/;3932505

Author:

Maciej Krogel

Title:

A weed among the wheat. A few words about the political pluralism in Poland before World War II

Key words:

Polish legal culture, civil rights, civil society, pluralism in democracy

Summary:

In 1921 in Poland The League of Protection of Human and Citizen Rights was formed. Among the aims of this organization were promotion of democratic values and the fight with criminal responsibility for political beliefs. In 1927 The League published an appeal against cruel treatment of communists imprisoned in Poland. The “Życie Robotnicze” magazine supported the appeal. According to their argumentation, communist activists should be not punished, because their ideas anyway will be defeated in public opinion as false projects.

According to the author, such way of dealing with anti-democratic extreme ideologies in state’s life may be considered as a specific characteristic for society, where the experiences of resistance are strong. The creators of civil society seem to claim then, that the state’s oppression towards followers is most stimulating for consolidation of the ideology.

In twentieth century in Poland the left-wing movement often was opposed to communist ideology. In the beginning of history of Polish state in twentieth century the elements of well-organized non-governmental protection of human rights arisen.

Pozostaw komentarz

Gminy żydowskie organem władzy w dawnej Rzeczypospolitej

Fragment protokołów Sejmu Czterech Ziem
Fragment protokołów Sejmu Czterech Ziem

Do kanonu wiedzy na temat historii Żydów w dawnej Rzeczypospolitej należą stwierdzenia, że przez stulecia ludność ta – dzięki przywilejom – nie podlegała ogólnym przepisom, posiadała szeroką autonomię wewnętrzną i odseparowana była od chrześcijańskiej większości, wchodząc z nią w interakcje niemal wyłącznie w obszarze życia gospodarczego. Myliłby się jednak ten, kto odniósłby wrażenie, że historia kultury prawnej Rzeczypospolitej i gmin żydowskich to historia dwóch odrębnych światów, między którymi brakowało jakiegokolwiek kontaktu.

Przede wszystkim warto przypomnieć, że samorządność żydowska – szeroko opisywana w literaturze naukowej – nie byłaby możliwa bez zgody władz państwowych; jej istnienie zostało usankcjonowane już w okresie średniowiecza, gdy w każdym większym skupisku ludności żydowskiej powstawały gminy, zwane też kahałami. Na ich czele stało kilku lub kilkunastu urzędników, wybieranych z reguły co trzy lata. Gminy sprawowały pieczę nad ogółem spraw administracyjnych i religijnych; utrzymywały własną służbę zdrowia, szkolnictwo, sądownictwo, a także – co szczególnie istotne dla władz państwowych – pilnowały porządku publicznego w obrębie miejsc zamieszkania Żydów. Z punktu widzenia państwa użyteczność kahałów polegała jednak zwłaszcza na pośredniczeniu między ludnością żydowską a zewnętrznymi organami podatkowymi. Niezależnie od przywilejów i autonomii, ludność ta zobowiązana była bowiem do opłacania szeregu danin publicznych. Wobec braku rozwiniętego systemu poboru podatków najwygodniejsze było uczynienie kahałów odpowiedzialnymi za ich zebranie; było to wszak znacznie łatwiejsze dla osób znających realia oraz pozostałych mieszkańców wspólnoty. Z punktu widzenia przedstawicieli władz państwowych (królewskich czy miejskich) np. Moszek syn Jakowa czy Sara córka Hany byli osobami wręcz niemożliwymi do zidentyfikowania; pomysł zobligowania ludności żydowskiej do posiadania stałych nazwisk przyszedł dopiero pod koniec XVIII w., wraz z państwami rozbiorowymi, ale także wtedy ustalenie tożsamości było nie lada wyzwaniem. Dlatego też rozległa autonomia gmin żydowskich, obejmująca samodzielne sądownictwo i możliwość wymierzania kar za nieposłuszeństwo, była rozwiązaniem atrakcyjnym dla obu stron. Co ciekawe, nawet wraz z „odczarowywaniem świata” i tworzeniem nowoczesnej administracji u progu XIX w. ani władze zaborcze w pierwszych latach po rozbiorach, ani władze Księstwa Warszawskiego czy późniejszego Królestwa Polskiego nie zrezygnowały całkowicie z wygodnego pośrednictwa gmin żydowskich. Dzięki temu nie trzeba było wnikać w sprawy wewnętrzne setek tysięcy (tak podobnych do siebie) mieszkańców państwa i tworzyć nowych organów administracyjnych. Poza tym gmina żydowska miała do dyspozycji sankcje nie tylko finansowe, ale i religijne (np. klątwa dla nieposłusznego podatnika), którymi nie dysponowały nawet najlepsze państwowe organy podatkowe.

Rola państwa polskiego nie ograniczała się jednak do wyrażenia zgody na istnienie autonomii gmin, znanej w podobnej formie też w kilku innych państwach Europy. W drugiej połowie XVI w., wraz z przemianami ustrojowymi Rzeczypospolitej i rozkwitem parlamentaryzmu, doszło do ciekawych przekształceń także w obszarze żydowskiego życia publicznego – utworzono dwa wyższe szczeble samorządu. Były to ziemstwa, zrzeszające przedstawicieli sąsiadujących ze sobą gmin, oraz ogólnokrajowy Sejm Czterech Ziem – Małopolski, Wielkopolski, Wołynia i Rusi (hebr. waad arba aracot); w 1623 roku wyodrębniono z niego także Sejm Litwy (hebr. waad lita). Było to zjawisko w Europie bezprecedensowe. Pomysł wyszedł zapewne ze strony urzędników państwowych znów kierujących się względami fiskalnymi – nowoutworzonemu sejmowi zlecono rozkład podatków między poszczególne ziemstwa, a tym ostatnim – między poszczególne gminy. Z czasem jednak organy te zaczęły regulować bardzo różne dziedziny życia społecznego i religijnego. Z zachowanych źródeł wynika, że coroczne obrady Sejmu Czterech Ziem, odbywające się zwykle w Lublinie lub Jarosławiu w trakcie sławnych jarmarków, na które zjeżdżano się z całego kraju, budziły niekiedy podobne emocje, jak posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej, a decyzje zapadłe tam zupełnie wykraczały poza sprawy podatkowe; starano się regulować ogół spraw żydowskich. Oba wyższe szczeble autonomii istniały do 1764 roku, a więc niemal do pierwszego rozbioru; niektórzy historycy uważają, że szeroka samorządność żydowska mogła istnieć tylko tak długo, jak długo silna była Rzeczpospolita, która je wydała na świat.

Warto jeszcze wspomnieć o jednym interesującym przejawie powiązań między instytucjami publicznymi Rzeczypospolitej a kahałami; mowa tu o obszarze komunikacji między nimi. Rzadko stawiamy sobie pytanie o to, jak właściwie kontaktowały się oba te światy, skoro istniało tak wiele barier między nimi. Otóż funkcję pośrednika pełnili tzw. sztadlani, a więc specjalni żydowscy urzędnicy, reprezentujący jeden ze szczebli samorządu, zanoszący oficjalne prośby do króla, sejmu, ministrów lub innych władz. Instytucja sztadlanut rozwinęła się ze względów pragmatycznych – wszak nie można było oczekiwać, że monarcha-prawodawca, niczym dobry ojczulek, sam zauważy konkretną potrzebę danej gminy żydowskiej i wyda odpowiedni akt prawny; aby liczyć na wsparcie monarchy, należało najpierw zwrócić jego uwagę na problem, błagając o opiekę. Od sztadlanów wymagano zwykle kilku cech: wysokiej pozycji społecznej, zdolności oratorskich, znajomości języka polskiego oraz minimalnego zorientowania w zawiłościach porządku prawnego Rzeczypospolitej. Jeździli bezpośrednio do króla oraz na zwoływane periodycznie sejmy i – dzięki niezłej orientacji w kulisach polityki państwa – często uzyskiwali wyczekiwane akty prawne. Co ciekawe, w czasie obrad Sejmu Czteroletniego wiele kahałów, zamiast słać do Warszawy tradycyjnych sztadlanów, zdecydowało się skierować tam swych „plenipotentów”, wyposażonych w pierwsze oficjalne stanowiska polityczne gmin nie tylko wobec spraw lokalnych, ale i szerszej reformy żydowskiego życia. Warto pamiętać o tym, że grupa ta w okresie tworzenia Konstytucji 3 Maja współtworzyła środowisko aktywnych politycznie przedstawicieli ludności Rzeczypospolitej.

Zwykle, gdy piszemy o ustroju i prawie dawnej Rzeczypospolitej, nie myślimy o instytucjach żydowskich, realizujących przecież szereg zadań publicznych. Zapominamy tym samym, że na staropolską kulturę prawną składały się także instytucje licznie zamieszkujących to państwo mniejszości.

Aleksandra Oniszczuk

Pozostaw komentarz

Premier… Przewodniczący… Prezydent? Kilka słów o nowym stanowisku Donalda Tuska

Agencja foto: EAST NEWS
Agencja foto: EAST NEWS

Rada Europejska,  wywodzi się z koncepcji nieformalnych spotkań szefów państw członkowskich, opracowujących strategie polityczne dotyczące kolejnych kroków w rozszerzaniu i wzmacnianiu struktur europejskich. Odbywające się od początku lat sześćdziesiątych obrady stopniowo przybrały sformalizowany charakter ( w akcie europejskim z 1986 r. i traktacie z Maastricht z 1992 r.), lecz dopiero traktat z Lizbony uczynił z Rady pełnoprawną instytucję UE i zdefiniował jej rolę w strukturach europejskich. Zgodnie art. 15 TUE Rada nadaje Unii impulsy niezbędne do jej rozwoju i określa ogólne kierunki i priorytety polityczne. Zasadniczo więc, zajmuje się sprawami bezpieczeństwa, polityki zagranicznej, dyplomacji, tworzeniem wytycznych przy negocjacjach z państwami kandydującymi, ale też innymi kwestiami z np. z zakresu sprawiedliwości, czy gospodarki i finansów. Tak jak pierwotnie, składa się z najważniejszych osób reprezentujących państwa członkowskie, z reguły z szefów rządów, ale również z głów państw ( np. Francja) i reprezentowana jest przez Przewodniczącego, którym od grudnia 2014 r. zostanie Donald Tusk. W pracach Rady uczestniczy również Przewodniczący Komisji Europejskiej ( fakultatywnie Przewodniczący Parlamentu Europejskiego) oraz wybierany przez Radę Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, którą od listopada zostanie, wybrana w tym samym dniu, Włoszka Federica Mogherini. Wysoki przedstawiciel to urząd samodzielny, prowadzący politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, działając z upoważnienia Rady, jak również  pełniący funkcje przewodniczącego Rady ds. Zagranicznych, oraz wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, w ramach której odpowiada za stosunki zewnętrzne.

Rada Europejska zbiera się dwa razy w półroczu (lub na spotkaniach nadzwyczajnych) i obraduje w Brukseli. Warto w tym miejscu zauważyć, że wielu obywateli Unii myli Radę Europejską z Radą Unii Europejskiej w której skład wchodzą ministrowie reprezentujący państwa członkowskie, działający zgodnie z instrukcjami swoich rządów. Posiada funkcje prawodawcze i budżetowe, a poszczególne kraje członkowskie przewodniczą obradom Rady w systemie prezydencji ( polska prezydencja trwała od 1 lipca 2011 r. do 31 grudnia 2011 r.)

Przewodniczący Rady Europejskiej jest wybierany ( w systemie większości kwalifikowanej) na 2,5 roczną kadencję, z możliwością jej odnowienia, jak to miało miejsce w związku z powtórnym wyborem  poprzedniego przewodniczącego Hermana Van Rompuy, belgijskiego polityka,  który pełnił tą funkcję od  1 grudnia 2009, jako pierwszy Przewodniczący Rady Europejskiej nominowany przez Radę. Przewodniczący, ze względów prestiżowych, nazywany jest Prezydentem EU, aczkolwiek miano to nie widnieje w żadnym dokumencie czy traktacie. Do jego zadań  należy  ukierunkowywanie prac Rady, zapewnienie ciągłości jej prac, przygotowywania obrad, wspomaganie przy osiąganiu konsensusu.   Reprezentuje Unię na zewnątrz w sprawach zagranicznych iw  polityce bezpieczeństwa, jednak nie wadząc w tym aspekcie działaniom Wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa.  Jakie znaczenie ma, w takim razie, ta  funkcja z punktu widzenia naszego kraju?

Charakter Unii, która wciąż nie jest jednolitym organizmem, lecz związkiem państw, na tyle samodzielnych, że główne decyzje w niej podejmowane są realizacją woli poszczególnych rządów, konstytuuje Radę jako najważniejszy organ Unii, a stanowisko jej przewodniczącego pozwala na stały kontakt z najważniejszymi osobami w rządach państw członkowskich. Daje to zarówno wpływ na podejmowanie istotnych decyzji w zakresie kierowania polityką UE, jak i na pozyskiwanie stronników w przypadku rozstrzygnięć w innych istotnych kwestiach dla Polski, również o charakterze globalnym, gdyż przewodniczący RE, reprezentując Unię, uczestniczy w spotkaniach z głowami najważniejszych światowych mocarstw. Podkreśla się również to, że tak wysokie stanowisko zwróci uwagę na Polskę nie  tylko polityków, ale i inwestorów, zachęconych stabilnym wizerunkiem kraju w ramach struktur unijnych i wzrostem jej prestiżu w polityce międzynarodowej. Wcześniej, jedyne prestiżowe stanowisko w strukturach EU piastował Jerzy Buzek, jednak Przewodniczący Parlamentu Europejskiego nie ma tak istotnego wpływu na umocnienie pozycji międzynarodowej kraju, jak to się oczekuje po funkcji szefa RE. A co znaczy dla samej Unii? Często stanowisko przewodniczącego RE, uznawane bywa za prestiżowe, lecz wyłącznie honorowe, należy jednak zwrócić uwagę na działalność poprzedniego przewodniczącego,  wspomnianego Hermana Van Rompuy, który jako zwolennik integracji gospodarczej, doprowadził do szeregu reform gospodarczych w EU i posiadał bardzo duży wpływ na politykę gospodarczą struktur europejskich. Podkreśla się, że wybór Donalda Tuska związany jest ze zwiększeniem nacisku państw członkowskich na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, oraz naprawą stosunków na linii Unia – Wielka Brytania, co stanowiło również clue przemówienia przyszłego szefa Rady.

Przewodniczący nie może łączyć urzędu z pełnieniem krajowych funkcji publicznych, dlatego Donald Tusk będzie zmuszony złożyć dymisję (pełnienia funkcji poza granicami państwa zabrania również szefowi rządu polska konstytucja).

Elżbieta Kocowska – Siekierka

Pozostaw komentarz

Co z tym Senatem?

Co z tym Senatem?

Na temat oceny funkcjonowania i ewentualnej reformy instytucji Senatu wylano już morze atramentu, a i kolejne morze już na wylanie czeka. Ten efekt porozumień z okresu początku transformacji ustrojowej od samego początku swojego istnienia stanowił przedmiot licznych kontrowersji. Wielu uznaje, iż we współczesnej rzeczywistości ustrojowej należałoby jego sposób funkcjonowania mniej lub bardziej zmodyfikować, inni – że jest on po prostu zbędny. Jeżeli uzna się, że ma jednak istnieć, koniecznym staje się odpowiedzenie sobie na pytanie, jaką powinien przybrać formę, i przytoczyć niektóre z nich.

Na potrzeby tekstu uznać należy, iż termin „Senat” odnosi się do izby parlamentu – tej, która pełni funkcje niejako drugoplanowe w stosunku do innej. Nie musi to, rzecz ważna, znaczyć, że drugorzędną, albo iż jest organem innej izbie podporządkowanym. Z reguły członkostwa w nim nie można łączyć z członkostwem w „podstawowej” z izb, choć nic nie stoi na przeszkodzie częstokroć, aby senator pełnił funkcję członka rządu. Senat jest słowem pochodzenia łacińskiego, i oznaczał rzecz jasna jeden z organów sprawowania władzy w starożytnym Rzymie, i to już od czasów królewskich. W rzeczywistości jednak uznanie rzymskiego państwa za wynalazcę tej formy ustrojowej byłoby pominięciem istoty sprawy; rady monarsze (a właśnie z takich instytucji Senat wyewoluował) są instytucją o wiele bardziej wiekową, od dawien dawna bowiem w już najdawniejszych organizmach państwowych istniały ciała, których główną rolą było doradzanie władcy w podejmowaniu decyzji politycznych (kompetencje stanowienia doszły później). Zrzeszały najstarszych męskich członków społeczności, co wynikało z osobliwie rozumianego pragmatyzmu: najstarsi są zarazem z założenia najbardziej doświadczonymi, najwięcej bowiem „oglądali ten świat”,  w związku z czym ich opinia może być szczególnie cenna, gdyż doświadczenie owo daje swoistą rękojmię jej pożyteczności. W owym czasie sformułowanie to miało jeszcze pewien sens – świat zmieniał się bardzo wolno, a już na pewno w porównaniu ze współczesną sytuacją cywilizacyjną, gdzie wręcz niepodobna czasami, by jedynie na radzie starszych członków społeczności polegać, gdy nie rozumieją oni chociażby nowych technologii i wpływu, jakie te mają na życie współczesne. Z tego względu lepszym do zastosowania określeniem będzie „druga izba”, jakkolwiek niepełne czy nietrafne może się ono wydawać.

Tego typu instytucja w wersji zmodyfikowanej (jako zrzeszająca „najlepszych”) jest obecna w Wielkiej Brytanii jako Izba Lordów, i choć kwestie jej składu przeszły daleko idące reformy (ostatnio za rządów Partii Pracy po koniec lat 90. ubiegłego wieku), to jednak dalej jest to zgromadzenie osobistości „utytułowanych”, do której przynależność nie jest pochodną aktu wyborczego, ale wywodzi się z nominacji.

Druga z istniejących współcześnie koncepcja istnienia drugiej izby parlamentu też ma coś wspólnego z antycznym pierwowzorem. Zasadza się na tym, iż członkami są (choć nie zawsze wyłącznie) osoby, które niegdyś pełniły ważne stanowiska w administracji państwa. To między innymi ma miejsce we Włoszech, gdzie w drugiej izbie zasiadają chociażby byli prezydenci. Również i tutaj chodzi o to, ażeby w jakiś pożyteczny sposób wykorzystać doświadczenie byłych najwyższych urzędników administracji dla dobra państwa.

 Zupełnie odmiennie ukształtowana jest pozycja ustrojowa „drugiej izby” w państwach, takich jak Stany Zjednoczone i Niemcy. W tamtejszych, odpowiednio, Senacie i Radzie Federalnej zasiadają reprezentanci regionów. Oba bowiem z wymienionych to państwa federacyjne. Celem takiego a nie innego ukształtowania w nich „drugich izb” jest zapewnienie regionom odpowiedniego poziomu wpływania na politykę całości państwa. Gdy chodzi o Senat USA, twórcy ustroju wprost założyli, iż o będzie on przeciwwagą dla Izby Reprezentantów, której liczba członków uzależniona będzie od ludności poszczególnych stanów, podczas gdy Senat właśnie składać się będzie zawsze z dwóch członków z każdego z nich. W tym więc przypadku swoistą legitymizacją istnienia „drugiej izby” jest chęć zabezpieczenia interesów regionów w państwach o silnych tradycjach odśrodkowych, takich, gdzie poszczególne jego części w poprzednich epokach historycznych cieszyły się dość dużym zakresem niezależności, często wręcz niezależnością całkowitą.

Dość popularna stała się modyfikacja wyżej omówionego pomysłu, w myśl której członkami „drugiej izby” są, poza przedstawicielami samorządu lokalnego, działacze związków zawodowych, organizacji pracodawców, czy przedstawiciele wolnych zawodów. Tak zarysowana izba ma stać się „pasem transmisyjnym” reprezentantów prawie całego narodu – bo prawie każdy świadczy pracę w jakimś charakterze, lub jej świadczenie umożliwia – w zakresie działania parlamentu.

Tytułem ciekawostki wspomnieć można uregulowania norweskie, w myśl których (a obowiązuje tam jeszcze Konstytucja z końca wojen napoleońskich) wyłonieni w wyborach powszechnych członkowie parlamentu dopiero dzielą się na obsadę jednej z dwóch, przewidzianych w ustawie zasadniczej izb. Jest to ustrojowa osobliwość, która jednak nie ściągnęła na siebie w tym państwie kontrowersji – a przynajmniej nie tak dużych, ażeby przez równo 200 lat obowiązywania ustawy zasadniczej dokonano jej zmiany w tym zakresie.

Jak zaś przedstawia się na tym tle polski Senat? To, co razi w przypadku jego pozycji ustrojowej jako rzecz podstawowa, źródło problemów konstytucyjnoprawnych, to brak jasno zarysowanej koncepcji Senatu. Restytuowany w roku 1989 na mocy umowy „Okrągłego Stołu” miał być z założenia elementem dość specyficznej i kruchej równowagi ustrojowej. Cały układ jednak dość szybko się rozpadł, już 2 lata później bowiem nie było ani kontraktowego parlamentu, ani Prezydenta, nie mówiąc już o większości rządowej, która zmieniła się najszybciej. Tymczasem Senat od ćwierćwiecza wybierany jest w dokładnie ten sam sposób i składa się z dokładnie tej samej liczby członków. Po co taki Senat w obecnej rzeczywistości ustrojowej? Obrońcy tej instytucji argumentują, że ma on charakter „izby refleksji”, służy do naprawiania legislacyjnych błędów Sejmu. Inni podnieść mogą, że w odróżnieniu od Sejmu właśnie Senat jest tą izbą, do której kandydować mogą osoby nie będące związane z żadną ze zorganizowanych sił politycznych, a więc stanowić czynnik prawdziwie obywatelski. Inni domagają się reformy Senatu, wskazując, iż można przekształcić go w „izbę samorządową”. Co stanie się z polską „drugą izbą” – czas pokaże, ale pewnym być można, że dyskusji i emocji w nich nie zabraknie.

Michał Zieliński

Pozostaw komentarz